niedziela, 10 kwietnia 2022

Być albo nie być... Edukosmitą?

    Właśnie mija tydzień od zakończenia spotkania edukacyjnego W tym szaleństwie jest metoda w Goleniowie. Myśli przewodnie konferencji pochodziły z dzieł Williama Szekspira. Nie dziwi więc, że Gospodarz Akademickiego Zacisza podczas rozmowy z zaproszonymi gośćmi zainspirował mnie do stworzenia parafrazy najsłynniejsze pytania autora Hamleta i uczynienia jej tytułem niniejszego wpisu.

    Pojechałem do Goleniowa poniekąd wbrew zdrowemu rozsądkowi. Przy poziomie zmęczenia, jakie towarzyszy wielu nauczycielom zarwanie weekendu do najlepszych pomysłów nie należy, ale było warto.  Czego nauczyłem się w Goleniowie?



    Spotkanie dla mnie było słuchaniem opowieści nauczycieli. Każdy z nich to inna historia, inne doświadczenia, inna mądrość, którą przekazuje uczniom i nie tylko. Zaskakujące jak często te drogi gdzieś na linii czasu się krzyżują, czerpią od siebie nawzajem.

    W Goleniowie usłyszeliśmy wiele opowieści (z powodu awarii "klonarki" ja osobiście tylko kilka). Prof. Łukaszewicz przeniósł nas w czasy, kiedy sam byłem uczniem. Pokazał nam swoją wizję szkoły, która jest wszędzie tam, gdzie możesz zainteresować dziecko. Pokazał nam jak w latach 90-tych pracował z dziećmi w Szkole Przyszłości w Kaliszu metodą projektowanej okazji edukacyjnej. Okazała się zresztą, że Profesor jest swoistym węzłem na edukacyjnej osi czasowej łączącym wielu obecnych na spotkaniu edukatorów. W Akademickim Zaciszu opowiedzieli oni o swoim doświadczeniu czerpania z myśli Profesora. 

    Dane mi było wysłuchać opowieści Dawida Łasińskiego (Pana Belfra) i Krzysztofa Chojeckiego (Pana Pistacji). Historie w sposób szczery i otwarty kierowane do młodych, którzy przybyli do Rampy Kultura. Wyznanie niektórych faktów w moim odczuciu było dużym aktem odwagi. Przyznam szczerze, że ja tak bym nie potrafił. Możliwe, że to z powodu wyższego współczynnika "zramolenia"  - Pesel nie kłamie ;) . To było ciekawe doświadczenie różnorodności form nauczycielskich przekazów. Dobrze, że tak jest, bo świat złożony z klonów np. Pana Belfra wcale nie musiałby być łatwiejszy do strawienia. Choć nie ukrywam, że Dawida bardzo cenię, ale jeden wystarczy. :)

    Bardzo trafiła do mnie historia "lansu" Pana Belfra. Dawid już w mniejszym gronie pokazał wzloty i upadki, poszukiwania i odkrycia na drodze do tworzenia swojej marki. Pozwolił nam zajrzeć za kulisy, opowiedział o pytaniach, na które szukał odpowiedzi itp. itd. Zobaczyliśmy człowieka z "krwi i kości", takiego jak my. I znowu zgodnie z zasadą góry lodowej przypomniałem sobie, że sukces, który widać, to tylko niewielka część pracy i zmagań, które trzeba zainwestować...

    Oktawii Gorzeńskiej słuchałem po raz "setny". Za każdym razem na nowo staje się ona dla mnie inspiracją i zachętą do kroczenia drogą zmiany. Oktawia budzi pewność, że warto. Zatem wraz z nią zapraszam was do Projektu Zmiana.

    Przepisem na tworzenie szkoły Microsoft podzieliły się Joanna Szymańska i Dorota Gorzejewska - wicedyrektorki Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 8 w Gdyni - jedyne flagowej szkoły Microsoftu w tej części globu. Piękna historia współpracy, nieustannego rozwoju i podejmowania nowych wyzwań z wielkim uśmiechem.

    O Wiośnie Edukacji wspaniale opowiedziała Justyna Bober - nasza specjalistka od sieciowania i zbierania danych. Przypomniała, jak wiele dobra mogą zrobić ludzie, którzy zdecydują się iść razem w jednym kierunku.

    Swoimi pomysłami na mobilizację uczniów podzieliła się Anita Plumińska-Mieloch. Dla mnie to tytan pracy, konsekwencji i porządku. Jej doświadczenie pokazuje, że znajomość sposobu funkcjonowania mózgu i zastosowanie w sumie prostych "trików" może znacząco poprawić jakość pracy nie tylko z uczniami.



    Świat Edukacji jest ogromny i różnorodny, a w Goleniowie skupił się jak w soczewce. Warsztaty i prelekcje odbywały się równolegle aż w ośmiu salach. Trudno było się zdecydować, gdzie pójść, a chciałoby się wiele. Tempo było wręcz zabójcze. Oj działo się, działo. Żałuję, że nie udało mi się zobaczyć w akcji wielu moich edu-przyjaciół.
    Z drugiej strony to chyba dobrze, że nie muszę ogarniać wszystkiego sam, że nie muszę wiedzieć i umieć wszystkiego. Ewa Radanowicz powtarza Mniej znaczy więcej, a sztuka odpuszczania jest coraz bardziej potrzebna. Cieszę się więc z tego kawałka tortu, który udało się uszczknąć dla siebie. Myślę, że najcenniejsze było spotkanie z ludźmi, którzy o edukacji myślą podobnie, a przyjazna serdeczna atmosfera panowała w każdym miejscu tego spotkania.



    Wspieranie nauczycieli było tematem mojego wystąpienia. Po doświadczeniach strajku, pandemii, a teraz wojny potrzebują oni bardzo wzmocnienia. Nikt nie przygotowywał nas do pracy w warunkach ciągłego zarzadzania kryzysowego. Oczywiście potrzebne są rozwiązania systemowe. Jednak każdy z nas może być "wspieraczem" i wcale nie potrzeba do tego wielkich kompetencji, pieniędzy, akcji. Życzliwy uśmiech, miły gest, dostrzeżenie i docenienie czyjegoś trudu lub talentu, udzielenie pomocy, gdy trzeba... Wystarczy by zastąpiły kulturę niepotrzebnej rywalizacji, a biomet pokojów nauczycielskich wydatnie się poprawi z korzyścią dla naszych uczniów.
    Spotkanie w Goleniowie przyniosło mi wiele słów wsparcia, doceniania, pozytywnej informacji zwrotnej. Takie doświadczenia są bardzo potrzebne, zwłaszcza że sam mało doceniam to, co robię. Nie uważam, by było to coś nadzwyczajnego. Trudno wymienić tu wszystkich moich "wspieraczy", ale chcę przekazać Wam moją wdzięczność. Naładowaliście moje baterie. Dzięki temu m.in. postanowiłem coś tu w końcu napisać. Bardzo bym chciał, żeby właśnie tak wyglądało to we wszystkich pokojach nauczycielskich w Polsce.



    Podczas spotkania swoje wystąpienia mieli nie tylko nauczyciele, ale także uczniowie. Żałuję, że nie mogłem ich usłyszeć, ale recenzje kuluarowe były entuzjastyczne. Młodzi ludzie naprawdę mają wiele do powiedzenia, potrafią celnie zdiagnozować problemy i zaproponować rozwiązania. Oby było więcej okazji, podczas których będą oni wysłuchani przez nauczycieli, ale też przez polityków i urzędników kształtujących ramy szkolne. 
    Innowacyjne było również to, że to licealiści byli gospodarzami wszystkich paneli. Nie tylko przedstawiali prelegentów, ale czasem podejmowali z nimi dialog. Bardzo chciałbym sie dowiedzieć, co oni sądzą o tym, co zobaczyli.



   Ta lekcja spotkała mnie już po konferencji. Naładowani pozytywnymi emocjami i inspiracjami wracali do domu pociągiem relacji Świnoujście-Przemyśl. Rzeczywistość wojny uderzyła widokiem mężczyzn jadących na front. Spotkały się dwa światy. 
    Doszło tez do nieprzyjemnej sytuacji między konduktorem i Ukraińcem. Nie bardzo wiedziałem jak się zachować. Jestem pełen podziwu dla Ali, która nie pozostała obojętna i zareagowała na niewłaściwe zachowanie obsługi pociągu. 
    Życie szybko przypomniało, że w ostatecznym rozrachunku nie chodzi o piękne idee, a o nasze czyny. Czegokolwiek  mniej lub bardziej teoretycznie nauczymy naszych uczniów w szkole, życie i tak przyniesie coś więcej, coś co zaskoczy i obnaży sedno sprawy...


    Zostawiłem na koniec. W otoczce spotkania pojawiło się coś, czemu nie warto robić reklamy, więc szczegółów nie podam. Chcę tylko napisać, że jeśli robisz coś dobrego, jeśli dążysz do zmiany, szukasz tego, co lepsze, to podłość znajdzie sposób, by wypełznąć. Jeśli Cię to spotka, nie przejmuj się i rób swoje, bo warto.
    Przesyłam wyrazy najwyższego uznania dla organizatorek tego "zamieszania". To było naprawę COŚ niezwykle wartościowego. Dziękuję, że mogłem być częścią tego "szaleństwa". 



środa, 5 stycznia 2022

Edukacja bez zaufania?

 


Od wczoraj ruszyła lawina smutnych komentarzy nauczycieli. Swoją reakcję na lex Czarnek opisujemy w minorowych barwach, komunikujemy uczucie załamania, zniechęcenia, smutku, a nawet lęku. Nie rozumiemy tego, co się dzieje, a minister nie rozumie, że my nie rozumiemy... 

Chodzi przecież o to, by "rodzice mogli wychowywać dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami". To szczytny cel. Tylko czy wymaga strażnika (nie mylić z opiekunem - łac. cura - opieka), który rezyduje często wiele kilometrów od szkoły? Co się stało ze szkolną społecznością? Czy nie może ona ustalać swoich celów sama? Czy rodzice nie mogą się dogadać z dyrektorem i nauczycielami? Czy potrzebują "miecza sprawiedliwości" w postaci urzędnika z kuratorium?

Co się z nami stało jako społecznością? Skąd ten brak zaufania, komunikacji, współpracy? Tutaj, moim zdaniem, tkwi clue problemu: 

Czy EDUKACJA jest możliwa bez ZAUFANIA? 

Czy uczeń, który nie ufa nauczycielowi, może się uczyć?

Czy nauczyciel, któremu nikt nie ufa, będzie dobrym nauczycielem?

Czy atmosfera ciągłej kontroli i niepewności pozwoli na rozwój uczniów i szkół?

Czy poczucie zagrożenia (nawet więzieniem czy utrata prawa wykonywania zawodu) dobrze wpłynie na jakość procesów edukacyjnych?


Jestem pewien, że edukacja i zaufanie muszą iść w parze. Oczywiście może istnieć szkoła bez zaufania. Będzie tylko bezosobowym, automatycznym, taśmociągiem, realizującym kolejne wyśrubowane procedury. Ale nie będzie to już EDUKACJA, tylko jakaś ogromnie skarlała jej karykatura. Odczłowieczony kombinat, w którym nikt nie będzie nawet przez chwilę czuł się szczęśliwy.

Najsmutniejsze jest to, że lex Czarnek, to nie najgłębszy problem. Jest nim brak zaufania i rzeczowej rozmowy na temat prawdziwych potrzeb uczniów, na temat tego, jakiej szkoły naprawdę potrzebują w tych czasach. Martwi mnie to, że my nauczyciele, gdy osiągniemy zbyt wysoki poziom niezgody, mamy wyjście (dla wielu bolesne i ostateczne) - odejść. Uczniowie takiego wyboru nie mają, a ostatecznie to o nich chodzi w edukacji.

Niestety nie wystarczy obronić się przed lex Cz. Potrzeba znacznie więcej - trzeba odbudować zaufanie i umiejętność komunikacji, a to znacznie trudniejsze. Tylko to może stać się Świtem Edukacji. Tylko, czy wystarczy poszukiwaczy tego Świtu? Oby, bo najciemniej jest podobno właśnie przed świtem. Może to nie czas, by stracić nadzieję...


piątek, 29 października 2021

"Dozwolony użytek" by Kamil Śliwowski

     Dzisiaj podczas spotkanie Klubu Dyrektora NwS Kamil Śliwowski podzielił się swoją wiedzą w temacie "Prawo autorskie i cyfrowy dobrostan". Zawsze myślałem, że prawo autorskie to skomplikowany temat. Dzisiaj przekonałem się, że są ludzie, którzy potrafią przedstawić te zawiłości w przejrzysty sposób. A że temat naprawdę ważny (o kłopoty nietrudno), postanowiłem napisać kilka słów.



 Oto kilka informacji, o które przekazał Kamil:

  • W szkole można także wykonywać utwory podczas akademii i świąt. Na ich odtworzenie należy uzyskać licencję (ZAIKS).
  • Odtwarzanie utworów podczas dyskotek, studniówek zawsze wymaga licencji.
  • Utwory można odtwarzać w szkolnym radiowęźle, ale tylko w budynku szkoły. Nie na stronie www (grono odbiorców to nie tylko uczniowie).
  • Prace uczniów należą do nich. Należy mieć zgodę na ich publikację.

To tylko kilka faktów. Więcej informacji na stronie prowadzonej przez Kamila https://otwartezasoby.pl/

Jest on również autorem kursu, w którym na pewno wezmę udział, bo jestem przekonany, że uporządkuje moją wiedzę. Może też was zainteresuje: Co trzeba wiedzieć o prawie autorskim w szkole? - Kursy Nauczycielwsieci.pl

I jeszcze newsletter. :)

Najwięcej do myślenia dała mi część poświęcona cyfrowemu dobrostanowi. Kamil przytoczył wyniki kilku badań dotyczących biologii naszych mózgów. Okazuje się, że poziom kortyzolu u osób korzystających stale z telefonów komórkowych rośnie już po 10 minutach od odłożenia telefonu. W konsekwencji powoduje to obniżenie koncentracji i zmniejsza możliwość skutecznego uczenia się. Hmmm... i co zrobić z zakazami używania telefonów?

Inne badanie pokazują zbawienny wpływ regularnej praktyki odkładania telefonu najlepiej do innego pokoju na dyspozycje do skutecznego uczenia się. Niestety praktyka ta musi być dobrowolna, nie nakazana. Warto więc zachęcać do tego nawyku i samemu go praktykować.

Zaskoczyła mnie informacja o tzw. efekcie lustra. Okazuje się, że zbyt długie oglądanie własnego wizerunku (odbicia) powoduje podniesienie poziomu kortyzolu. Ma to zastosowanie także podczas wideokonferencji, gdy widzimy podgląd własnej kamery. Znów rodzi się pytanie, jak to ograć przy obowiązku włączania kamer przez uczniów podczas nauczania zdalnego? Może tu ukrywa się też przyczyn niechęci do włączania kamer?

Takich ciekawostek jest więcej. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem wiedzy prelegenta. Takich ekspertów i praktyków warto słuchać.




P.S. Mam nadzieję, że złamałem żadnych praw autorskich. Lokowanie produktu na pewno było... Po prostu musiałem się podzielić, bo wciąż jestem pod wrażeniem.

P.S.2 Niezmiennie polecam Klub Dyrektorów NwS - zawsze konkretnie i praktycznie. Nie wiem, kiedy następny nabór, ale zainteresowane dyrektorki i zainteresowanych dyrektorów odsyłam tutaj

czwartek, 14 października 2021

Siła małych gestów


Kończą się Inspir@cje 2021.
Przysiada się do mnie Dawid Łasiński vel Pan Belfer, którego znam głównie z sieci. Gadamy sobie, tak normalnie, zwyczajnie. Dawid wręcza mi skarpetki i dziękuje za wspieranie różnych projektów i prosi o konstruktywne uwagi...


Postanowiłem je założyć dzisiaj. Do garnituru. Dlaczego? Bo stały się dla mnie pewnym symbolem - naprawdę niewiele potrzeba, by ktoś poczuł się ważny, doceniony. Wtedy, na Inspir@cjach pomyślałem "Ale ja przecież nic takiego nie zrobiłem. Uczestniczyłem po prostu w kilku wydarzeniach on-line". Sądziłem, że niesamowity Nauczyciel z Internetów nie ma powodu do takich gestów wobec mnie.

Dawid jednak to zrobił. Znam go z sieci. Jest dla mnie autorytetem, ale podczas Inspir@cji spotkałem zwykłego człowieka, który wykorzystuje swoje talenty do robienia niezwykłych rzeczy. Nie przestaje przy tym widzieć drugiego człowieka. Można z nim pogadać tak po prostu. Zresztą nie tylko z nim. Na tej konferencji było wielu takich "wielkich" polskiej edukacji. Podziwiam ich i mogę z nimi porozmawiać tak po prostu. Odkryć, że są ludźmi jak ja i Ty.  I to jest niezwykłe doświadczenie. Te zwykłe rozmowy, miłe słowa, uśmiech dają dużo siły.

Wiecie te skarpetki przypomniały mi o sile małych gestów. O prostym stwierdzeniu mojej koleżanki z pracy Jesteś smutny w tym roku. (Nawet nie wie, jak wiele te słowa dla mnie znaczyły). O Oli, która w Sosnowcu zobaczyła w telewizji informacje o zagrożeniu powodziowym w Radziszowie i natychmiast wysłała zapytanie w messengerze, czy wszystko w porządku. O emotce Trzymaj się, którą nieraz obdarzyli moi EduPrzyjaciele z całej Polski. O komentarzach, wiadomościach wysłanych tak po prostu, po ludzku. O pierniczkach-serduszkach, które dla nas upiekli uczniowie jednej z klas. I o pięknym chlebie z dedykacją, który wypiekli dla swojej wychowawczyni uczniowie innej klasy. O koleżance, która często zmusza mnie do uśmiechu, nawet, gdy nie mam ochoty się uśmiechać...

Wczoraj wrzuciłem swój tekst "DEN*". Napisałem go, by uporać się ze swoimi emocjami, myślami. Taka autoterapia. Zastanawiałem się, czy warto go publikować. To, co się stało potem, zaskoczyło mnie niesamowicie. Jestem wdzięczny za cały odzew. I nie chodzi mi o to, że licznik mojego bloga nigdy nie pokazał takiej liczby (mój "rekord" pobity kilkukrotnie). To, co napisaliście w komentarzach i wiadomościach, spowodowało, ze jeszcze bardzie poczułem się częścią belferskiej wspólnoty doświadczeń. Cieszę się, że mogłem dać Wam to moje "mało", że mogłem  podzielić się tym, co potrafię robić.

Pisze dzisiaj, bo chcę ponownie powiedzieć, że te małe, zwykłe rzeczy są bardzo ważne. Chciałbym Was zachęcić do szczodrego ich rozdawania sobie nawzajem, uczniom, rodzicom i wszystkim, "co blisko i daleko". Możemy dawać sobie siłę i zmieniać oblicze polskiej szkoły. Wszyscy tego potrzebujemy. I naprawdę nie chodzi o spektakularne akcje, programy. Daj to, co masz, a zobaczysz, że wiele to zmieni. Dziękuję Wam, ze mogłem to przeżyć właśnie dzisiaj w skarpetkach od Pana Belfra. :)

Niech, mimo trudnych przeżyć, będzie to prawdziwe oblicze DEN i pozostałych 364 dni roku dla nas wszystkich RAZEM.









środa, 13 października 2021

DEN*

 

Nie życzcie mi sukcesów.

Życzcie ich moim uczniom.

Tylko nie pozwólcie,

by kasę i podziw mylili z wolnością i szczęściem...


Życzcie im:

- by ich nauczyciel nie był sfrustrowany,

gdy po raz kolejny słyszy, 

że jest darmozjadem i wciąż odpoczywa...


- by ich nauczyciel nie bał się,

że rzetelna odpowiedź na ich pytania

może spowodować utratę pracy...


- by ich nauczyciel miał dla nich czas

między kolejnymi punktami kontrolnymi podstawy programowej,

bo egzamin...


- by ich nauczyciel czuł się potrzebny,

choć słyszy, że jest tylko wciąż niezadowolonym kosztem,

którego subwencja pokryć nie może...


- by ich nauczyciel się uśmiechał

do ich szalonych pomysłów

nawet niezgodnych z kluczem poprawności...


- by ich nauczyciel czuł pewność,

że działa dla ich dobra

zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą...


- by ich nauczyciel nie bał się szukać

w bogatym skarbcu naszej Tradycji

i innych kultur...


- by ich nauczyciel nie martwił się,

że za jego podwyżkę zapłaci zwolniony kolega

w ramach poprawy statusu zawodu...


- by ich nauczyciel BYŁ,

bo Zakon Siłaczek i Siłaczy Kaganka Oświaty wymiera,

a nowych "powołań" wciąż mniej...


Nie przynoście mi kwiatów, czekoladek, prezentów.

Dostaję pensję za swoją pracę.

Sprawcie by była godziwa,

by mój uczeń nie widział we mnie nieudacznika.


Jeśli chcesz podziękować,

zrób to, ale szczerze,

wtedy gdy tak czujesz,

a nie tylko dlatego, że ktoś wymyślił DEN...



*Dzień Edukacji Narodowej



czwartek, 12 sierpnia 2021

Metodyka dobrej szkoły - relacja ze "szkolenia"

 Tak wiem - to ostatni tydzień mojego urlopu. Powinienem wypoczywać, by podołać układaniu planu lekcji od poniedziałku. Jednak, gdy zobaczyłem ofertę szkolenia i to prowadzonego na najwyższym możliwym w Polsce poziomie, to uległem. Lubię się uczyć, brak dodatkowych kosztów, no i ten poziom...



Główną częścią szkolenia, był pokaz debaty szkolnej. Trenerzy zachęcili nas byśmy ją obserwowali z metapoziomu i skupili się na stronie metodycznej. Temat debaty miał być dla nas mniej istotny. W izbie szkolnej zasiedli dyrektor z przedstawicielami grona pedagogicznego oraz uczniowie podzieleni na dwie nierówne grupy - strony debaty. Zwolenników proponowanego rozwiązania było nieco więcej niż jego przeciwników. Spotkanie prowadził pan Ryszard, nauczyciel historii.

Na początek krótko wyjaśnił zasady. Podkreślił, że obowiązują limity czasowe wypowiedzi, a następnie udzielił głosu Markowi - przedstawicielowi zwolenników nowych rozwiązań. Strona przeciwna powitała go nieprzychylnymi okrzykami. No fakt - nieładnie. Trudna sytuacja pedagogiczna. Pan Ryszard ze spokojem poinformował krzyczących, że jak nie przestaną, debata się przedłuży i będą musieli zostać dłużej w szkole (czytaj w "kozie"). Dobrze, dyscyplina powinna być. Pan Ryszard surowo zabronił też Markowi wdawania się w dyskusję z oponentami i nakazał kontynuować swoją retorykę. Niestety chłopak przekroczył swój czas. Nauczyciel z pewną niechęcią pozwolił mu dokończyć wypowiedź, którą jego koledzy nagrodzili gromkimi brawami.

Następnie przemawiał pierwszy z przedstawicieli oponentów zmian - Borys. Okazało się, że ta grupa jest mniej jednorodna i przeciwko nowym zasadom wypowiadać się będzie więcej osób. Zaimponowało mi, że każda zainteresowana grupa ma prawo głosu. Niestety ku mojemu zdumieniu dyrektor, nauczyciele i zwolennicy Marka zaczęli wychodzić z izby. Nie zamierzali słuchać kontrargumentów. Kurczę, człowiek całe życie się uczy. Wzorcowa debata uświadomiła mi, że niepotrzebnie od zawsze powtarzam uczniom "Nie musicie się lubić, ale musicie się szanować". I jeszcze te wszystkie slogany typu "Edukacja to relacja", "Siadaj, musimy pogadać". Spory błąd. Należy przede wszystkim uczyć niezłomnej pewności swojego zdania oraz niemarnowania czasu na merytoryczne dyskusje.

Pan Ryszard zadbał też o to, by uczniowie mieli świadomość swojego miejsca w szeregu. Pięknie podsumował wystąpienie ucznia. "Borysku, już nie jesteś przewodniczącym szkoły i pewnie się martwisz, że nie będziesz tez przewodniczącym klasy". Ważne, by nasi podopieczni nie mieli zbyt wygórowanych ambicji...

Niezwykle ciekawe były kolejne argumenty, przedstawiane przez obydwie strony. Miały wspólny mianownik, a właściwie osobę -  drugą liczby mnogiej. "Bo Wy...", "Bo jak Wy...", "Bo Wyście...". (W sumie to "Wy" raczej z małej litery, ale ja z wielkiej piszę, bo mi tak szkoła wpoiła). No i po co te Porozumienia bez przemocy, język żyrafy, język "ja", dwie gwiazdy, jedno życzenie itp. itd.? Kolejne niepotrzebnie zmarnowane godziny w szkole.

Najciekawszy był sposób wyłonienia zwycięzcy debaty. W tej części miejsce pana Ryszarda zajęła inna nauczycielka historii pani Elżbieta. Wyglądało na to, że oboje pedagodzy wiedzieli, jaki ma być wynik. Ku ich zdumieniu w głosowaniu wygrali jednak oponenci. Zdezorientowani byli również zwolennicy zmian. Nauczycielka jednak szybko zarządziła powtórzenie głosowania (reasumpcję). Znów trudna sytuacja. Pani Elżbieta jednak mistrzowsko udźwignęła tę niedogodność. "Bardzo Was przepraszam. To moja wina. Źle Wam to wytłumaczyłam"... Nauczyciel musi być autentyczny i powinien umieć przyznać się do winy. W końcu jest też człowiekiem i ma prawo się pomylić.

Uczniowie wyglądali raczej na "kumatych" i raczej nie rozumieli, dlaczego ktoś twierdzi, że nie zrozumieli, ale ostatecznie przyjęli troskę nauczycielki i karnie zagłosowali ponownie. Ci najbardziej zagubieni dostali cukierki na pocieszenie od pani Elżbiety i innych nauczycieli. Po opanowaniu sytuacji i uspokojeniu nastrojów kolejne głosowanie przebiegło pomyślnie, a lekcja pokazowa osiągnęła swój cel. 

Bardzo owocne szkolenie przy ul. Wiejskiej w Warszawie... Już planuję, jak przeprosić moich uczniów, że źle przygotowywałem ich do dorosłego życia... Nie wiem tylko czy potrafię osiągnąć ten poziom mistrzostwa pedagogicznego...

Chciałbym, żeby było jasne, że nie chodzi mi o kwestie polityczne. Celowo pominąłem tematykę debaty. Chodzi mi o standardy. Spory dysonans mam między tym, czego usiłuję uczyć, a tym, co mogą zobaczyć uczniowie w przestrzeni publicznej. To o jaką szkołę w końcu chodzi?

Przy okazji - Mikołaj Marcela napisał nową książkę "Selekcje". Na okładce słowa Przemka Staronia "Poznajcie prawdę, a prawda Was wyzwoli. Tak, zaboli. Ale wyzwoli". No i boję się po nią sięgnąć, bo edu-bólów we mnie sporo. Mógłbym się zdecydować na ponowne przeżycie niektórych i dołożenie nowych przy lekturze. Nie wiem tylko czy wyzwolenie nie oznaczałoby konieczności odwrotu w myśl zasady Primum non nocere... Jeśli jednak treść dzisiejszego szkolenia metodycznego z Wiejskiej Wam nie odpowiada, to może warto poczytać "Selekcje" i inne pozycje tego autora? Ostrzegam, dają do myślenia.





piątek, 1 stycznia 2021

Moc Dobrego Słowa

 


Na początek roku dopadła mnie taka mała refleksja.

Dostałem rano wiadomość od Moniki. Miłe podziękowanie za moje działania. Ten mały gest spowodował, że uśmiech nie schodzi z mojej twarzy i mam sporo energii. Przypomniałem sobie, że czasem niewiele trzeba, żeby zmienić dzień drugiej osobie. Przypomniało mi się wiele słów docenienia, jakie usłyszałem w zeszłym roku. Często myślałem, że na nie nie zasłużyłem, ale budziły we mnie ciepło. 

Jestem pewien, że wszyscy potrzebujemy takich wzmocnień, "głasków". Nieważne, czy jesteśmy dziećmi czy dorosłymi, nauczycielami, rodzicami, uczniami... 

Dzisiaj szczególnie dziękuję Wam za wszystkie dobre słowa i gesty. Jesteście dla mnie ważni. Życzę Wam w tym roku wielu dobrych słów. Otrzymujcie mnóstwo pozytywnych informacji o sobie, o tym, jak fantastycznymi jesteście ludźmi. 

Życzę Wam również byście byli obfitą krynicą takich darów dla innych. Dobrego roku. 

czwartek, 31 grudnia 2020

To był dobry rok...


 Tak, tak... Wiem... Pandemia...

Nie twierdzę, że nie czuję jej skutków, że nie pozbawiła mnie szans, podróży, spotkań... Mam problem, żeby skupić się na swoich zadaniach, jestem mniej skuteczny. Odczuwam przedłużający się stres, napięcie, ale...

W tym roku wydarzyło się sporo rzeczy, które mnie zaskoczyły, ucieszyły, nadały nowy sens. Dlatego to był dobry rok.

Po pierwsze po raz kolejny przekonałem się, że pracuję ze świetnymi ludźmi, że poradzimy sobie w każdej sytuacji. Jestem wdzięczny za wsparcie, zrozumienie, wspólne uczenie się i kilka szalonych projektów, które zrealizowaliśmy mimo pandemii. Cieszę się, że mogłem pomóc we wdrażaniu MS Teams (wcześniej się nie dało ;) ). Wspólną pracą pierwsi w gminie uzyskaliśmy tytuł "Szkoły w chmurze Microsoft". Jesteśmy też Ambasada Wiosny Edukacji, bo naprawdę nam zależy, mimo błędów które popełniamy "po drodze". Dziękuję. To zaszczyt pracować z Wami.

Po drugie zostałem Ambasadorem Wiosny Edukacji. Całym sercem pragnę zmian w polskiej edukacji i utożsamiam się z wartościami tego ruchu. Odbywam nieustającą podróż z innymi zaangażowanymi osobami, o czym pisałem już nieraz. Cieszę się, że jestem częścią wspólnoty, która wspiera się wzajemnie i motywuje do dalszych działań. Nie odbyła się konferencja "Szkoła z edumocą", ale ambasadorzy spotkali się we wrześniu w Radowie Małym. Wspaniały czas podróży z Ambasadorkami Południa :) Kasią, Agnieszką i Justyną, niekończące się rozmowy i plany na kolejny rok. Spotkanie z eduzmieniaczami z całego kraju i deklaracje konkretnych działań. Wiosna Edukacji trwa, ruszyły Noce Belfrów (kwietniową organizujemy m.in. z moimi towarzyszkami podróży do Radowa). O wiosennych wydarzeniach możecie poczytać w kolekcji Wakelet tutaj

Po trzecie uzyskałem tytuł Microsoft Innovative Educator Expert. Broniłem się przed tym, bo "to po angielsku", "to nie dla mnie" itp. itd. Kilka mitów upadło, spróbowałem i dołączyłem do zacnego grona edukatorów z całego świata. W Polsce w tym roku tytuł eksperta uzyskało 490 nauczycieli. Jest on przyznawany tylko na rok i trzeba ponownie składać aplikację. Zdobyłem również odznakę Microsoft Innovative Educator Trainer, co oznacza, że przeszkoliłem w tym roku szkolnym minimum 100 osób z zakresu korzystania z narzędzi Microsoft. W planie egzamin certyfikacyjny.

Po czwarte uzyskałem najpierw tytuł Lidera Społeczności, a następnie Ambasadora Wakelet. Polubiłem tę platformę i na niej porządkuję aktualnie większość moim materiałów zawodów i prywatnych. Jeszcze ważniejsza jest dla mnie społeczność Wakelet w tym grupa polska. Ogrom sympatii i wsparcia od ludzi, których w większości znam tylko on-line pomaga "góry przenosić". Takich postaw najbardziej potrzeba w procesie zmiany paradygmatu edukacyjnego. Cieszę, że kilkoro moich uczniów podjęło walkę o uzyskanie tytułu Ambasadora Studenta Wakelet.

Po piąte na zaproszenie Fundacji "Krzyżowa" dla porozumienia europejskiego wziąłem udział w warsztatach międzyreligijnych Potencjał integracyjny religii monoteistycznych dla dzisiejszej Europy. Wygłosiłem swój impuls podczas panelu Zadania i wyzwania edukacji w zakresie spotkań międzyreligijnych. To nie jest tematyka, którą zajmuje się na co dzień. Ciekawym doświadczeniem było spotkanie z "Innym". W warsztatach uczestniczyli przedstawiciele judaizmu, islamu i różnych denominacji chrześcijańskich z Polski i Niemiec. Najbardziej zaskakującym dla mnie wnioskiem było zaakcentowanie potrzeby dialogu. To wartość uniwersalna, którą dostrzegamy też w szkołach. Wiele spraw byłoby prostszych, gdybyśmy rozmawiali. O projekcie więcej można przeczytać tutaj.

Po szóste odkryłem, że jestem liderem. Nigdy tak o sobie nie myślałem. Wolę być inspiratorem... To informacja zwrotna od "towarzyszy edupodróży" pozwoliły mi zmienić definicję... Ale o tym więcej powiem w kwietniu u państwa Sowińskich z plandaltonski.pl

To kilka ważnych kroków w moim życiu zawodowym. Są dla mnie ważne, bo poczułem się doceniony, bo wzrosła moja pewność, bo potwierdził się mój sposób myślenia o edukacji. Najważniejsi są dla mnie jednak moi uczniowie, a najbardziej cieszą chwile, w których mnie zaskakują, kiedy (często przez przypadek) odkrywam, jak wspaniałymi są osobami i jak niezwykłe mają pasje. Ten rok pokazał mi, że bez nich nie ma mnie. Bez nich nie jestem nauczycielem. Brakuje mi ich w szkole, bo spotkania on-line są takie sztuczne. Trudno o prawdziwa interakcję. Nie jestem pewien, czy u nich wszystko w porządku, ale wierzę, że dają radę. Mam nadzieję, że wiedzą, iż mogą się do mnie zwrócić...

Żeby nie było tylko zawodowo. Jestem dumny, że moja córka dostała się do wymarzonej szkoły i realizuje swoje pasje plastyczne. Uwielbiam oglądać jej działa.


Jakie lekcje zostawił mi rok 2020?

1. Szkoła bez uczniów nie ma sensu.

2. Bądź cierpliwy. Zrób swoje i poczekaj na PYK. Na efekty czasem trzeba poczekać - często przychodzą w najbardziej nieoczekiwanym momencie.

3. Współpraca i dialog to klucz do rozwiązania wszelkich problemów.

4. Najważniejsze, by zawsze dostrzegać człowieka zanim zobaczysz jego rolę, funkcję, czy wyznanie.


To, co zaczęło się w 2020r. będzie miało kontynuację w 2021. Jestem bardzo ciekawy rozwoju wypadków. Ten rok był dobry i dzisiaj życzę Wam, by kolejny przyniósł rozwój, którego Wam potrzeba. Mam nadzieję, że do zobaczenia wkrótce...





wtorek, 20 października 2020

Podróż ku Zmianie (QZ)


Obudziłem się. W ciemności. Przede mną majaczyła jakąś postać. Niewyraźna. Brak okularów? Nie, to coś innego. Ta ciemność, też jakby nie była ciemnością. Bezruch? Niebyt? O co chodzi?

- Kim jesteś?

- Chodzi ci o imię? Nie mam go, a może mam ich wiele. Trudno w jednym słowie zawrzeć istotę rzeczy. – Głos miał przyjazny, ciepły, jakby znajomy. Budził coś…

- Kim jesteś? Skąd się tu wziąłeś? – musiałem zrozumieć.

- Jednak nie o imię Ci chodzi. To dobrze. Skoro pytasz, jesteś gotowy.

- Gotowy do czego?

- Do podróży…

- Cooo? Jaaak? Dlaczegooo? – moje zdumienie rosło. Pytania kłębiły się w głowie. Czułem chaos i jakąś dziwną ekscytację.

- Powoli. Wybierz jedno.

- Co jedno?

- Jedno pytanie? Każda podróż to zbiór kroków. Najpierw musi być pierwszy.

- Kim jesteś?

- Powiedz mi, co czujesz kiedy na mnie patrzysz.

- Swędzisz!!!

- Czy zawsze tak samo?

- Nie. – uświadomiłem sobie, że to dobry znajomy, choć nie wiem, kim jest. – Czasem swędzisz jak ospa, na całym ciele, czasem jak kurz w nosie, a czasem Cię nie czuję.

- Dobrze. Mieszkam między Twoimi potrzebami. Jestem jedną z nich – zazwyczaj swędzącą. Zawsze zachęcam Cię do podróży. Czy jesteś gotowy?

Pytanie zapachniało słońcem, latem, przygodą, radosnym wysiłkiem. Wiedziałem. Czekałem na ten moment. Wszystkie chwile mojego życia prowadziły właśnie tutaj. Nie musiałem odpowiadać – on wiedział.

- Zatem…

Za jego plecami pojawiły się drzwi, zwykłe drzwi. Choć może była to złocona brama, a może ogrodowa furtka. Nieważne. To było WEJŚCIE, to był POCZĄTEK.

- Jaki jest cel?

Spojrzał na mnie zaskoczony.

- Najważniejsze pytanie. Niewielu zadaje je sobie na początku, co komplikuje ich podróż.

- Jaki jest cel? – powtórzyłem.

- Zmiana. – odpowiedział tak po prostu.

- Niezbyt konkretny.

- Wystarczy. Masz rację, że trzeba znać cel, ale nie zamykaj się na jego zmianę, doprecyzowanie, przekształcenie. Możesz odkryć, że pragnąłeś za mało i nie dotrzesz tam, gdzie naprawdę możesz. Pozwól by cel stawał się wyraźniejszy podczas podróży. Jak góra, która z daleka jest tylko plamą, a kiedy zbliżasz się, możesz docenić jej wielkość, piękno rzeźby i tajemnicę ścieżek wiodących na szczyt.

- OK. Chyba rozumiem. Zaufam.

- Takiej odwagi trzeba, by wejść do labiryntu.

- Jakiego labiryntu?

- Labiryntu Poszukiwaczy.

- Jaki on jest?

- Zmienny. – uśmiechnął się – To miejsce pytań, spotkań, nauki, prób i błędów. Zmienia się po każdym kroku. Czasem widzisz z daleka, coś, co wydaje się być najlepszym rozwiązaniem, ale w końcu odkrywasz, że nie możesz do niego dotrzeć. Czasem przypadkowe spotkanie prostuje ścieżkę i niesie Cię do WYJŚCIA.

Spacerując, przekroczyliśmy próg wejścia. Labirynt był zielony, świeży, wiosenny. Jego ściany były wysokie, nie dało się podglądać, szukać drogi na skróty.

- Nie spiesz się. Ciesz się poszukiwaniem. Wszystko, co znajdziesz w labiryncie, zostanie z Tobą. Nigdy nie wiesz, co Ci się przyda w przyszłości. Bądź uważny. Im dokładniej posiejesz, tym lepszy będzie Twój fundament. To nie czas, by biec.

Byłem zachwycony. Mój towarzysz się wycofał. Dał mi czas. Niespiesznie spacerowałem. Podziwiałem rośliny, zapamiętywałem zapachy, głośno pytałem siebie i powietrza. Labirynt odpowiadał. Nagle pojawiało się nowe przejście, odzywał się piękny śpiew ptaka, który wzywał w określonym kierunku, prowadził do altanki, w której kawę pili lub jedli owoce inni Poszukiwacze. Te spotkania były najciekawsze. Opowiadaliśmy godzinami o tym, co widzieliśmy, co się nam udało, jakie błędy popełniliśmy. Nikt się ich nie wstydził. To były kolejne lekcje tego labiryntu. Po spotkaniach żegnaliśmy się jak starzy przyjaciele, ale czuliśmy, że więź pozostała, że jeszcze się spotkamy, zadzwonimy…

Podróż trwała. Ekscytacja też. Jakbym dostał nowe oczy i widział wszystko po raz pierwszy. Jakby barwy, zapachy, dźwięki były intensywniejsze. Zbierałem wiedzę, doświadczenie, nabywałem nowych umiejętności, zmieniałem się. Czułem się jak dziecko, które poznaje świat. Jak Kolumb odkrywający nowy ląd. Nasycałem się. Coraz bardziej rozumiałem labirynt i wiedziałem, że zbliża się kolejny krok. Podróż nie była przecież celem, a środkiem. Pokochałem ją, ale moim pragnieniem był cel.

Nagle ściany labiryntu zniknęły. Znalazłem wyjście. Labirynt stał się wnętrzem monumentalnej katedry. Mojej katedry.

- Gratuluję. Szukałeś tak długo, by stać się Budowniczym, Architektem tej przestrzeni. Muszę Cię jednak ostrzec. Poszukiwaczy uznaje się na nieszkodliwych fantastów. Gdy zostajesz Budowniczym, Twoje otoczenie zacznie się zmieniać. Odkryjesz, jak wielu nie chce zmiany lub przed nią ucieka. Mogą Cię uznać za wroga, bo burzysz ich porządek. Czy jesteś na to gotowy?

- Nie wiem, ale chcę działać. Nie mogę się zatrzymać.

- Czyli jesteś gotowy. Buduj swoją Przestrzeń. Nie bój się błędów. Próbuj. Ciesz się tą pracą. Pamiętaj jednak, że Przestrzeń sięga także do wewnątrz.

Zrobiłem, jak mówił. Dobierałem kolory, kształty, meble. Budowałem i burzyłem ściany. Wspominałem, czego nauczyłem się w Labiryncie. Od czasu do czasu w mojej Przestrzeni pojawiali się Poszukiwacze, których poznałem. Niektórzy z nich również zostali Budowniczymi. Czasem pojawiali się zupełnie nowi ludzie. Nie wszyscy byli Poszukiwaczami czy Architektami, ale czułem ich mądrość i doświadczenie. Słuchałem uważnie. Po każdym spotkaniu Przestrzeń się zmieniała. Stawała się lepsza, bliższa celu.

Ostrzeżenie mojego towarzysza szybko stało się faktem. Pojawili się Krytycy. Niektórzy stali w hierarchii wyżej niż ja. Ich wizyty podcinały moje skrzydła. Bywało, że siadałem w kącie i płakałem. Tęskniłem wtedy za powrotem do ciemności. Marzyłem, by mój towarzysz nigdy się nie pojawił. Poddawałem w wątpliwość sens podróży.

Uciekałem wtedy do mojego wnętrza. Tam cierpiałem, widziałem wszystko w ciemnych barwach i skupiałem się na mankamentach. Kiedy siedziałem skulony w sobie, zaczynałem czuć Przestrzeń wewnątrz, w moim umyśle. Bardzo często pojawiał się wtedy inny Podróżnik i dodawał otuchy, dzielił się swoją siłą, przesyłał ją specjalnym łączem. Stopniowo odkrywałem, że Krytycy są potrzebni, że paradoksalnie wzmacniają moją Przestrzeń, czynią moje dzieło trwalszym. Zapalają jakieś dziwne światełko.

Światełko rosło. Rozpalali je Krytycy, Podróżnicy podsycali. Nie rozumiałem, co się dzieje. Powodowało, że inaczej patrzyłem na moją Przestrzeń. Dzięki niemu wyglądała piękniej. Nie przestawałem budować Przestrzeni, a ona budowała mnie.

- Czym jest to światełko? – zapytałem w końcu mojego towarzysza.

- Widzisz je?

- Z każdym dniem coraz mocniej.

- To Twoja Pewność. Skoro ją rozpaliłeś i potrafisz chronić stałeś się Mistrzem.

- Czy to znaczy, że moja misja się zmieniła?

- W pewnym sensie tak. Rozszerzyła się. Tak naprawdę wciąż jesteś i Poszukiwaczem i Budowniczym. Pewność Mistrzów pozwala im wytrwale dążyć do celu i dzielić się nią z innymi.

- No tak. Mistrzowie odwiedzali mnie i w Labiryncie i w Przestrzeni.

Towarzysz tylko się uśmiechnął. Wiedział, że rozumiem coraz więcej.

- Co mam teraz robić?

- To samo, co do tej pory. Otwórz się tylko na innych Podróżników. Mów głośno o swoich przekonaniach. Odwiedzaj inne Labirynty i Przestrzenie. Wzmacniaj tych, którzy ustają w drodze.

To był nowy, ciekawy etap Podróży. Krytycy nie zniknęli, ale potrafiłem już sobie z nimi radzić. Szukałem okazji, by pomóc tym, którzy mnie potrzebowali. Opowiadałem o tym, co przeżyłem. Słuchałem też innych. Uczyłem się chronić swoją Pewność, gdy ktoś miał inne zdanie niż ja. Moja Pewność stawała się jakaś inna, bardziej wielobarwna. Rozwijała się i przekształcała. W pewnym sensie uzależniałem się od niej. Stanowiliśmy symbiozę, nie umiałem już bez niej żyć. Mimo trudności kochałem, to co robię.

Mój towarzysz milczał. Patrzył z aprobatą, uśmiechał się i milczał. Czekał na błysk mojego olśnienia. Kiedy przyszło, stanąłem przed nim.

- Jestem Twórcą, moja Pewność stała się Pasją, sensem mojej podróży.

Skinął tylko głową i ruszył w stronę schodów, które pojawiły przy jednej ze ścian mojej Przestrzeni. Przestrzeni, która nigdy wcześniej nie była piękniejsza. Była moim Dziełem. Czułem wtedy wdzięczność za drogę, za wszystkich których na niej spotkałem. Wiedziałem, że stało się to, czego szukałem, że do ciemności nie ma już powrotu, a ja zrobiłem coś naprawdę ważnego.

Mój towarzysz stanął u szczytu schodów. Zatrzymał się.

- Czy chcesz zobaczyć, co dalej?

- Czy to koniec Podróży? - zapytałem zaniepokojony.

- To zależy od Ciebie.

- Co tam jest?

- Sam zobacz  – płynnym ruchem otworzył drzwi.

Zobaczyłem taras i widok, który zaparł mi dech w piersiach. Zobaczyłem miasto. Aż po horyzont rozciągały się różnorodne wieże. Wyższe i niższe. Wielobarwne. Totalna mieszanka różnorodnych stylów architektonicznych. Wieże były ze sobą połączone tajemniczymi linami. Wszędzie przemieszczali się Podróżnicy. Czułem, że tworzą Wspólnotę, że pracują razem, by tworzyć to miasto, by zapraszać do niego kolejnych Poszukiwaczy.

Zauważyłem, że wieże nie były pozbawione błędów architektonicznych. Nikomu to nie przeszkadzało. Te aberracje dodawały im uroku i niepowtarzalności. Przy wszystkich nieustannie krzątali się Podróżnicy. Wieże wciąż się zmieniały i rosły.

- Więc to jest cel, właściwa Perspektywa. Trzeba spotkać drugiego Człowieka, by wspólnie budować.

- Tak, dlatego Podróż nigdy się nie kończy…

Czy wejdziesz dziś do swojego kolejnego Labiryntu? Czy stworzysz fundament Poszukiwania, zbudujesz kolejną kondygnację Przestrzeni, oświetlisz ją Pewnością, ozdobisz Pasją i spojrzysz z nowej Perspektywy?

wtorek, 1 września 2020

Jak się czujesz z nowym rokiem?




 Jak się czujesz z nowym rokiem szkolnym? - to pytanie zadałem sobie w ostatni weekend. Szczera odpowiedź zabrzmiała "Boję się". Nie, nie boję się, że zachoruję, że będzie więcej roboty... Boję się odpowiedzialności za innych, jaka spadła na nauczycieli i dyrektorów. Boję się, że dam się zwariować i zamienię szkołę w więzienie. Ale boję się też, że coś się stanie i okaże się, że zrobiłem za mało, mimo że za wiele nie mogłem. Boję się niepewności, niejasności, nieodpowiedzialnych eksperymentów. Boję się, że zareaguję za późno albo za słabo. Boję się, że zapomnę o sobie.

Spory ocean strachu odkryłem i... zaakceptowałem go. Tak, mam prawo się bać, bo sytuacja jest zupełnie nowa, bo łatwo przesadzić w każdą stronę, bo tak naprawdę wiem niewiele o wirusie, bo informacje bywają sprzeczne. Pomyślałem, że wejdę w ten rok z lękiem, który budzi szacunek dla życia i potęgi nieznanego. Obiecałem sobie jednak, że działać będę nadal ja. Nie pozwolę, by strach przejął kontrolę.

Dzisiaj rano patrzyłem, jak moja córka po raz pierwszy wyrusza do liceum. Obserwowałem mieszankę obawy i ekscytacji, bo idzie do miejsca, które sobie wybrała, zaczyna nową przygodę. Pomyślałem, że ja też tak chcę. Chcę przeżyć tę mieszankę lęku, ciekawości i radości. Mam więc od rana nowe postanowienia - idę do mojej pracy jak do pierwszej klasy liceum. Wybieram to miejsce od nowa, by przeżyć w nim strach choćby przed potencjalnymi skutkami "wizytacji koronnej" oraz ekscytację z powodu możliwości tworzenia i rozwijania siebie i innych, jakie daje mi spotkanie z moimi uczniami. Wybieram na nowo współpracę z moimi koleżankami i kolegami (nawet jak czasem trudno z nimi wytrzymać albo ze mną). I jestem wdzięczny, że jest mi to dane. 

Wam, wszystkim kompanom (Czy jest żeński odpowiednik? Kompankom? Czy to poprawna ortografia?) belferskiej ścieżki takiej właśnie mieszanki życzę, przyprawionej solidną dawką optymizmu (bynajmniej nie chodzi mi o emanowanie ;) ). Dbajmy o siebie i naszych uczniów, nie dajmy się zwariować, ograniczmy ilość tworzonych katastroficznych scenariuszy. I jak zawsze dla mnie najważniejsze - doceniajmy małe rzeczy, te jaskółki zmiany i radości oraz wspierajmy się jak zawsze. W stadzie zawsze łatwiej - nawet, jeśli trzeba zachować dystans...